Aktualności

08.04.2019

Wycieczka samolotowa do Edynburga – 10-14 marca oraz 17-21 marca 2019 r.

Chcemy podzielić się wrażeniami z pobytu naszych uczniów w Edynburgu– do stolicy Szkocji poleciały łącznie 53 osoby w dwóch grupach – każda z 3 opiekunami: p.Beatą Staszczyk-Kosiorek, p.Olgą Młynarską, o.Rafałem Petkowiczem, p.Mateuszem Jaśkiewiczem, p.Rafałem Świetlińskim i p.Piotrem Paczuskim.

Na początku, jeszcze przed wylotem, dowiedzieliśmy się od naszego pilota, że Edynburg to miasto z około 300 pochmurnymi dniami w ciągu roku. W czasie naszego pobytu okazało się to na szczęście nieprawdą - codziennie mieliśmy słoneczną pogodę i tylko pierwsza grupa doświadczyła wieczorem jednego dnia, ostrego deszczowego lania, ale nie trwało to długo. Natomiast rzeczywiście jest tam bardzo wietrznie z racji położenia między morzem a górami.

Największe atrakcje Edynburga to zamek „Edinburgh Castle” – potężna forteca i symbol nie tylko Edynburga, ale całej Szkocji, położony w samym centrum miasta na szczycie skalistego wzniesienia (120 metrów n.p.m.) oraz pałac „Palace of Holyroodhouse – jedna z 3 oficjalnych rezydencji królowej, do której przyjeżdża co roku w okresie wakacyjnym. W obu miejscach spędziliśmy dużo czasu i mogliśmy zwiedzać we własnym tempie w oparciu o mapę i przewodnik audio.

Co ciekawe obie atrakcje położone są na przeciwległych krańcach tej samej, długiej ulicy (Royal Mile), którą codziennie przechodziliśmy, bo mieszkaliśmy w hotelu na Starym Mieście.

Zupełnie innym budynkiem jest siedziba parlamentu szkockiego, położona naprzeciwko pałacu Holyroodhouse, ale zaprojektowana w sposób bardzo nowoczesny, z nawiązaniami do kształtu otaczającej go przyrody. Po krótkim wykładzie pracownika parlamentu, pozwolono nam przejść do sektorów dla zwiedzających, skąd widać wyraźnie salę obrad.

Ale żeby nie wyszło, że zwiedzaliśmy tylko miejsca zabytkowe lub o znaczeniu reprezentacyjnym, dodam, że zobaczyliśmy również centrum naukowe „Our Dynamic Earth” (odpowiednik naszego „Kopernika”), gdzie odbyliśmy podróż od początku wszechświata i powstania planety oraz multimedialne centrum iluzji optycznej „Camera Obscura”, gdzie na 5 piętrach mogliśmy doświadczyć ponad 100 iluzji spowodowanych odpowiednim zastosowaniem światła, barwy i kształtu. Niezła frajda, widok z tarasu widokowego na dachu Centrum niepowtarzalny, tym bardziej, że na wyciągnięcie ręki mieliśmy zamek „Edinburgh Castle”.

Oczywiście w programie wycieczki nie zabrakło Szkockiej Galerii Narodowej i Muzeum Narodowego Szkocji, w którym oglądaliśmy wystawy podzielone na 10 zróżnicowanych działów, rozrzuconych po 7 piętrach budynku. Jednych zainteresowała wypchana owieczka Dolly (pierwszy na świecie klon), innych szklana rzeźba kozy zaprojektowana przez Picassa (a to oznacza, że nie przypominała kozy) i wykonana przez włoskiego mistrza sztuki rzeźbienia w szkle, a jeszcze inni chcieli rozgryźć zasadę działania akceleratora CERN. I znowu z dachu można było podziwiać przepiękną panoramę Edynburga – Stare i Nowe Miasto, morze i góry!

Był oczywiście czas na zakupy w Primarku i TKMaxx, były inne miejsca i atrakcje, które zobaczyliśmy, w tym pomnik niedźwiedzia (kaprala Wojtka), który przeszedł szlak bojowy z armią generała Andersa.

Był przejazd piętrowym autobusem (w Edynburgu też takie jeżdżą, to nie tylko specyfika Londynu) na północ miasta do królewskich ogrodów „Royal Botanic Gardens” – spacer w słońcu i mnóstwo po raz pierwszy widzianych w tym roku krokusów.

Drugiej grupie, która trafiła na jeszcze lepszą pogodę niż pierwsza, udało się dodatkowo wejść na tzw. Fotel Króla Artura – wzniesienie (251 m.n.p.m.), które jest kolejnym symbolem miasta i z którego najlepiej widać cały Edynburg.

Jeśli chodzi o jedzenie to śniadania jedliśmy w hotelu w formie bufetu, a obiadokolacje na mieście, co jest również okazją do poznania codziennego stylu życia mieszkańców miasta. Oprócz znanej nam z Polski Pizzy Hut, która przyjęła nas z otwartymi rękoma 😊 i częstowała pizzą i barem sałatkowym do woli, najbardziej spodobała nam się restauracja „Cosmo”, oferująca kuchnie świata. Tam również mogliśmy jeść w systemie „eat as much as you can” i chociaż byliśmy tam dwa razy, nie sposób było spróbować wszystkich spośród ponad 100 dostępnych dań. Przy „Cosmo” afrykańska restauracja „Nando’s” wydawała się kopciuszkiem, bo oferowała tylko kurczaki z frytkami, za to wybór sosów o różnorodnej kolorystyce, zawartości i ostrości był niesamowity.

Na koniec dodam, że cieszymy się z pozytywnych reakcji rodziców i uczestników po powrocie. Oznacza to, że czas został wykorzystany w sposób praktyczny i wydajny zarówno jeśli chodzi o sferę edukacyjną jak i rekreacyjno-wypoczynkową, a o to chyba w wycieczkach chodzi.

Piotr Paczuski